‼️FELIETON‼️
,,LOS BOHATERA’’
Kiedyś byłem zdania że klasyka FPS z rodzaju pięknej rozwałki masy monstrów w majestatycznej poświacie karmazynowej, zielonej i czerwonej krwi zakończyła się na SeriousSam-ach. Uwielbiałem zagrywać się w ten nieskalany wysokim poziomem IQ tytuł. Nie chcę tu nikogo obrażać, po prostu tak widzę pokładanie truchła potworów na stosie z łusek nabojów wyplutych przez śmiercionośne giwery Sama. Piękne i makabryczne zarazem. Po SeriousSam 3 (w zależności od platformy) z 2012/14 roku nie spodziewałem się wielkich wskrzeszeń i ciekawszych doznań jakie oferowały dostępny gry, jak to nazywam Szybkich Action FPS. Los chciał inaczej i nic nie mogło mnie przygotować na spotkanie z przeznaczeniem, przeznaczeniem pod tytułem DOOM.
Gra majstersztyk, strzelanka klasyczna ale zarazem inna od wszystkich, dziś postaram się podkreślić wszystkie najlepsze cechy tego tytułu. Można się ze mną zgadzać, albo i nie, ale rozrywka płynąca z oczyszczania świata z demonów od zawsze dawała graczom pełną satysfakcję i radochę 😀
Pierwszym i najważniejszym filarem DOOMa jest piękna rzeźnia i przemoc. Majestatyczna rozwałka, cudowna symfonia przemocy i rozlewu demonicznej krwi. Tego w jaki sposób demony tracą życie nie da się opisać słowami. Potwory rozpadają się na kawałki, tracą części ciała, wybuchają od środka, zamieniają się w chodzące durszlaki, oraz worki mięsa i kości przytwierdzone do głowy, jeśli takowa się ostała. Oprócz klasycznego strzelania mamy tu też do wykorzystania ,,Zabójstwa Chwały’’ które możemy wykonywać na poszczególnych demonach w celu pozyskania amunicji, apteczek i zbroi. Zabójstwa różnią się od siebie w zależności od kąta podejścia do ranionego przeciwnika, to też możemy oderwać głowę, wyłupić oczy, połamać gnaty, czy zmiażdżyć klatkę piersiową nieszczęsnego demona, który śmiał stanąć naprzeciw DOOM SLAYERA.
Jak śmierć w FPSach to i przedłużenie ręki w postaci uzbrojenia, a tego pomijając gadżety znajdziemy tu aż dziesięć rodzajów. Każda z broni ma odpowiedniego kopa, który jest odczuwalny i bardzo mięsisty. Zastosowanie giwer jest uzależnione od rodzaju przeciwnika. Na niektórych działają karabiny i salwa małych rakiet, a na resztę wiązki energii i potężne rakiety wystrzeliwane z wyrzutni. Ponadto każdą z broni można rozwijać na dwa sposoby. Przykładem tego może być klasyczna strzelba, która może strzelać potrójną salwą, jak i granatem, albo karabin maszynowy na którym możemy zamontować celownik lub przyozdobić go boxami z pakietem samonaprowadzających mini rakiet, normalnie cuuuuuudo 😀 Na ulepszanie broni musimy sobie zapracować poprzez wykonywanie wyzwań związanych z ich bezpośrednim użyciem, co podkręca zabawę z zadawania bólu i śmierci do wręcz boskiego poziomu.
Muszę tu wspomnieć o mapach i przeciwnikach na nich występujących. Poziomy są skonstruowane w sposób wykraczający po za skalę innych twórców gier. Mamy tu do czynienia z ciasnymi i zwartymi przestrzeniami technicznymi, jak i przepastnymi poziomami z otwartym niebem i poczuciem głębi otaczającego nas świata, każdy znajdzie tu coś dla siebie i na pewno nie znudzi się przechodząc z levelu na level.
Z poziomami poznajemy coraz to wymyślniejszych przeciwników pasujących do danej lokacji. Możemy tu spotkać zwykłych Przemieńców opanowanych przez moce piekielne, którzy potrafią posługiwać się ludzką bronią, szybkie i skoczne Diabliki, odpornych i wytrzymałych Rycerzy Piekieł, latające Kakademony i wiele innych. Każdy z przeciwników ma unikalny zestaw cech i przez to w ułamku sekundy musimy decydować jakiego oręża użyć przeciw niemu, żeby nasza szarża mogła zakończyć się skąpanym we krwi zabójstwem chwały.
Na koniec warto wspomnieć o tym co mali detektywi-socjopaci lubią najbardziej, czyli znajdźki i ulepszenie poukrywane na planszach. Wszystkie mają znaczenie i warto ich szukać nie tylko dla zebrania pełnej kolekcji, ale głównie dlatego że wpływają na ulepszenia posiadanego przez nas oręża i zbroi, więc gra jest warta świeczki i dobrze jest eksplorować każdą mapę w pełni. Przy odrobinie szczęścia znajdziemy tu też ukryte poziomy, które cofną nas w czasie i pozwolą rozegrać klasyczne poziomy z ubiegłych dekad.
To wszystko i więcej znajdziemy również w planszowej adaptacji DOOMa. Gra przeznaczona jest dla 2-5 graczy i polega na negatywnym działaniu. Jeden z graczy zawsze musi odgrywać rolę demonów i zwalczać resztę kolegów, zabijać i czekać na ich odrodzenie. Tak, nikt tu nie ginie bezpowrotnie, a system zwycięstwa oparty jest na fragach, czyli ilości wirtualnych zgonów. Jeśli miałbym opisywać rozgrywkę to mamy tu do odegrania 13 scenariuszy, podzielonych na misje do wykonania, a mapy generowane są za pomocą kafli, to też ciężko tu o nudę. Reszta jest praktycznie bez zmian wizualnych, a niemalże każdy element wersji cyfrowej został przerzucony na poziom stołu.
Ciężko mi znaleźć jakikolwiek minus tej produkcji, jedyną wadą mogą być wymagania sprzętowe dla użytkowników PC, ale przy konsolach przestaje to mieć jakiekolwiek znaczenie. W przypadku planszówki może być to cena która wacha się w okolicy 300zł, ale z drugiej strony, czy to aż tak dużo?
Podkreślając wszystko to powiem, że każdy gracz powinien móc czerpać z tej odsłony DOOMa garściami, a samej gry nie da się przejść tylko raz. Jako ciekawostkę dodam, że nasz protagonista to ponoć potomek Williama Józefa Blazkowicza, czyli bohatera serii Wolfenstein, co wy na to??
Stań naprzeciwko hord demonów i ocal ziemię jako Polak pogromca demonów xD
~Xeno
Zapraszam was do komentowania i zostawienia łapki w górę, oczywiście jeśli tekst trafił w wasze gusta.
///DOOM – FELIETON///
#gryplanszowe #boardnews #boardgames #doom #doomethernal




