DYING LIGHT – FELIETON

DYING LIGHT - FELIETON

‼️FELIETON‼️

“UMIERAJĄCE ŚWIATŁO”

Czy mieliście kiedyś wrażenie że wasze życie zmierza do nikąd? Że wszystkie obrane cele spełzają na niczym? Czuliście się niepotrzebni i nie wiedzieliście, czy kiedykolwiek wasze starania i talenty ujrzą światło dzienne? Byłem właśnie takim człowiekiem, bez wartości i szacunku do samego siebie, jedyną rzeczą którą robiłem dobrze to sport i utrzymanie własnego ciała w doskonałej formie, mój jedyny prywatny sukces, osobiste zwycięstwo którego światło świeciło tylko dla mnie, gdyż byłem zbyt biedny żeby wybić się między innymi i wyjść z cienia, zapomniany i odrzucony.

W tym czasie nie wiedziałem że to wszystko , to tylko składowe na zwiększenie poczucia mojej szansy na przetrwanie, przetrwanie w mieście opanowanym przez zamieszki, terror i grozę czyhającą w mroku nocy. Naiwny ja…

Chaos szerzył się w mieście już od dwóch dni, media podawały mieszane i wątpliwe informacje o uzbrojonych grupach napadających na bogu ducha winnych mieszkańców i rzekomych pogryzieniach przez nich – wszystko to brzmiało jak abstrakcja i wejście na wyżyny obłędu – przynajmniej nie byłem jedynym szaleńcem w okolicy.

Jedyne co nie dawało mi spokoju to zintensyfikowanie wojsk-policji-oddziałów paramilitarnych na ulicach. Gdzie oni tak wszyscy gnali? Po co te wszystkie helikoptery? Dlaczego nocami słychać strzały? Jedno było pewne, dobrze że miałem w domu zapasy jedzenia i wody, bycie wyrzutkiem nauczyło mnie dbania o własny interes i nie zamierzałem tego zmieniać.

Rząd wprowadził godzinę policyjną i lokalną kwarantannę, po Covidzie to niby nic nowego, ale od ostatnich BoardNewsów minął już tydzień, a moi koledzy i koleżanki z redakcji przestali odpisywać na wiadomości.

Z dnia wczorajszego na dziś padła komunikacja, jakakolwiek komunikacja, o ile to nie było dla mnie problemem to zacząłem się po prostu nudzić gdy usługa GamePass także przestała być świadczona :/ – Co robić? Opuścić dom i wyjść na zewnątrz? Nie wiedziałem czy mogę, ale z drugiej strony cisza panująca w mieście była na swój sposób pociągająca, wręcz relaksująca, a jak dodać do tego wrodzoną ciekawość… ahh nie moglem się powstrzymać.

Na zajutrz zacząłem obserwację okolicy, ciężko było dostrzec cokolwiek, gdyż nigdy mi się nie przelewało, a wynajęty pokój w podłej norze miał jedno okno z widokiem na pobliski śmietnik, normalnie szczyt marzeń do cholery… mniejsza o to. Jako doświadczony gamer i fan filmów sci-fi uznałem że dobrze będzie się przygotować na wyjście. Zgarnąłem plecak Karrimora, wrzuciłem tam latarkę, baterie, ciepłą bluzę i jakieś przekąski które mi jeszcze zostały po ostatnich zakupach w biedrze, tak zapasy były w opłakanej formie i był to kolejny bodziec na wyjście z chaty pomimo zakazów, zakazów których nie słyszałem już od paru dni. Do paska przypiąłem kaburę z moim nabitym Glockiem17 (gazówka, ale zawsze coś), do kieszeni nóż ratunkowy aaaa… i oczywiście butelkę taniej wódki, która w taki czy inny sposób może się przydać. Klucz, zamek, klamka, pożegnalny rzut oka na wnętrze ,,mieszkanka’’ i w drogę… wtedy jeszcze nie wiedziałem że będzie to początek końca mojej i tak już niestabilnej psychiki.

Na korytarzu cisza, sąsiedzi jakby nie obecni – ale co mnie to obchodziło, jako ,,początkujący socjopata’’ nie wywarło to na mnie dużego wrażenia – schody, piętro w dół i już byłem u drzwi frontowych mojego socjal-bloczku – widok ulicy był przerażający i kojący zarazem… Ani jednej żywej duszy, samochody stały w nieregularnych miejscach, w powietrzu unosił się metaliczny zapach, zapach czegoś znajomego, jeszcze wtedy nie potrafiłem skojarzyć o co chodzi.

Lokalne sklepy były opustoszałe, wręcz obrabowane – po parudziesięciu minutach marszu po własnym osiedlu nie potrafiłem powiedzieć gdzie jestem i co się stało z okolicą – otuchy dodawało mi słońce, które było w zenicie, a także cisza. W takich okolicznościach lepiej mi było się skupić i wypatrywać zagrożenia, które przeczuwałem w formie bojówek, w końcu zamieszki mogły odbić się na mieście właśnie w takiej postaci i na to byłem przygotowany. Taki obraz rzeczy pomagał mi poukładać w głowie to co widzę.

Marsz, trucht, marsz, spacer i wtedy ujrzałem ją – brunetka, średniej budowy, w moim typie 😉 – wyglądało to tak jakby próbowała otworzyć zatrzaśnięty samochód – żółty VW Bettle pasował do niej jak ta lala. Podszedłem na odległość 5-ciu metrów, wszystko wyglądało na całkiem normalną sytuację dopóki nie ujrzałem jej odbicia w przedniej szybie pojazdu… jej twarz była jakby obdarta ze skóry… ciało odmówiło posłuszeństwa, zmieniłem się w słup soli, a jeszcze się nawet nie odwróciła. Trwało to jakieś 10 sekund i doczekałem się tego żeby spojrzeć jej w oczy, zamglone gałki oczne osadzone w bezkształtnej masie mięśni i kości policzkowych, które kiedyś można by nazwać twarzą, sprawiły że ,,zasolenie’’ ustąpiło, a nogi same wyrwały się do biegu. Za sobą usłyszałem głośny krzyk nieprzypominający ludzkiego, oraz rumor i stąpnięcia jakby obok przebiegał maraton, bałem się obrócić, ale byłem do tego zmuszony i to był jeden z błędów które doprowadziły mnie do miejsca w którym się znajduję… ale o tym za chwilę, czasu nie mam zbyt wiele… już czuję że do reszty tracę zmysły.

Obrót sprawił że straciłem na moment równowagę, a ,,sexi’’ brunetka była na tyle blisko że zdołała mnie zadrapać, uderzenie rękojeścią noża ratowniczego w głowę zrobiło swoje, ale kobitka tylko zwolniła swoją szaleńczą pogoń, na szczęście na tyle że udało mi się ją zgubić.

Pierwsza lepsza klatka w bloku była moja, zatrzasnąłem się w jednej z piwnic, opatrzyłem dość głębokie zadrapanie na prawym barku, wychyliłem potężnego łyka wódy i wtedy poczułem lekkie ukojenie nerwów – na jakiś czas – sen pomógł odpocząć. Kilka godzin później obudził mnie głód, zapasy zniknęły w trymiga – ból zsiniałego barku okraszonego czarnymi żyłami dał się we znaki do tego stopnia że nie mogłem wstać – przeczuwałem że zbliża się najgorsze, wzrok zachodził mgłą, a umysł ogarniał szał i chęć pożywienia się. Zapadł zmrok, a światło latarki zaczęło powoli gasnąć, z resztą tak jak i mój stan świadomości…

Jeżeli to czytasz to proszę nie zbliżaj się do piwnicy 39 – z mojej historii wiesz że przeprawa z tym w co się zmieniłem nie będzie łatwa, widocznie moje wysportowane ciało z błogosławieństwa może zmienić się w twoje przekleństwo… nie panuję już nad tym.. odejdź lub staw mi czoła i ukój moją duszę. Czuję zapach, już znajomy mi metaliczny zapach, ale tym razem wzmaga on mój głód, widzę coraz mniej… światło latarki przygasa na dobre…

Tak właśnie może wyglądać twoja historia w nadchodzącej grze planszowej opartej na realiach świata osadzonego w grze Dying Light: The Board Game nie życzę tego nikomu, ale musimy pamiętać:

GOOD NIGHT, GOOD LUCK

~Xeno

#gryplanszowe #boardnews #boardgames #flieton #dyinglight #DyingLight2

///DYING LIGHT – FELIETON///

Link do wiadomości na fanpage BOARD NEWS na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Sklepy Patronackie

Logo sklepu AbondeGames

Logo sklepu AlePlanszówki

Logo sklepu DragonEye

Logo sklepu Księgralnia

Logo sklepu reDrewno

Logo sklepu The Crown